para starszych ludzi trzymających się za ręce

Lubelskie rozwodami stoi

Lubelski sąd

Pracuję w jednym z lubelskich sądów. Nie jestem jednak nikim, kto odgrywa w tym budynku jedną z kluczowych ról. Otóż ja, jestem w tym miejscu portierem. Nie zmienia to jednak faktu, że przez to, iż jestem w tym miejscu w zasadzie codziennie po kilka lub kilkanaście godzin już od wielu lat, mogę powiedzieć, że nieco przesiąknąłem już jego atmosferą.

Widziałem wiele

Moje oczy widziały naprawdę wiele. Widziałem prawdziwych bandytów, prowadzonych na salę rozpraw w asyście kilku policjantów. Ludzie ci, byli skuci w kajdany, a ich twarz w trakcie przejścia na salę była skierowana ku ziemi. Taki widok jest w stanie odcisnąć piętno na psychice uczciwego, porządnego obywatela – takiego jak ja. Nierzadko, ci sami ludzie wychodzi z gmachu sądu z wyrokami skazującymi na dożywocie, lub 25 lat pozbawienia wolności. Chcąc nie chcąc, nierzadko byłem zmuszony zderzyć się z ich wzrokiem, gdy wychodzili z sądu. Patrzyłem wtedy w oczy morderców, gwałcicieli czy też złodziei. Nie jest to przyjemnie przeżycie, jednak tak to już bywa w tej pracy. Nigdy nie miałem wpływu na to, na kogo będzie mi dane patrzeć danego dnia. Nie jest oczywiście tak, że widziałem w swoim życiu tylko groźnych przestępców. Częstym zjawiskiem są rozprawy z udziałem drobnych rzezimieszków. Złodziei kieszonkowych, pijaczków, którzy w stanie nietrzeźwości dokonali jakiegoś aktu chuligaństwa, czy też tzw. „alimenciarzy”, którzy nie płacili na utrzymanie swoich niechcianych dzieci, przez co musieli odpokutować swoje winy w zakładzie karnym.

Rozwody

Najczęstszym jednak widokiem – czymś co widzę codziennie, bez żadnych wyjątków są rozwodnicy. Czasem myślę sobie, że rozwody Lublin chyba po prostu lubi. Mieszkańcy naszego miasta lubią podejmować pochopne decyzje – także te miłosne, których później zaczynają żałować, przez co spotykają się później w moim miejscu pracy – w sądzie. Może to zabrzmi śmiesznie, ale wydaje mi się, że w tym co mówię jest ziarnko prawdy. Nie mam co prawda przed oczami danych z innych polskich, dużych miast. Natomiast wiem jedno. W Lublinie codziennie rozwodzi się ze sobą kilkanaście do kilkudziesięciu osób. Czy to jest normalne?